Chrystus obarczony ciężarem krzyża, wchodząc w plątaninę wąskich ulic Jerozolimy, zanurzał się w codzienność ludzkiego życia znaczoną egoizmem, podziałami, grzechem. Patrzący na idącego ulicami Jerozolimy Jezusa w większości nie zdawali sobie sprawy, że mają do czynienia z kimś więcej niż człowiekiem, nawet takim jak Abraham, Mojżesz, Eliasz czy Cyceron, Homer i wszyscy inni. Bliżej prawdy o Jezusie była Jego Matka, uczniowie, jednym słowem ci, którzy Mu zaufali, którzy Mu uwierzyli, ale i oni dopiero z czasem i nie bez trudności dojdą do przekonania, że mają do czynienia z samym Bogiem. Tak więc Jezus, idąc uliczkami Jeruzalem na miejsce straceń, jawi się nam jako Ten, który potwierdza odwieczną prawdę – Bóg rzeczywiście jest wśród ludzi. Nie jest tak, że Bóg jedynie od czasu do czasu przychodzi do swoich, że na co dzień przebywa gdzieś indziej, że na dobrą sprawę stoi z boku i od czasu do czasu interweniuje, najczęściej wtedy, gdy trzeba kogoś ukarać. „Dzieło stworzenia nie jest jeszcze zakończone. Bóg pracuje” nadal. Jezus, „wchodząc w plątaninę wąskich ulic Jerozolimy”, jednocześnie wynurza się z niej, co nie znaczy, że się wyodrębnia.